Dzień 20: schronisko Chatka Puchatka – Ustrzyki Górne

Tak wstawało słońce dziś na połoninie. No i młodzi. Od 5ej na nogach. On spod Krosna, ona z Białegostoku, ale wspólny, górski klimat. W lakierkach, welonie… zdjęcia jakoś przy zerze, o witaminie C i wrzątku – ot, taka zaprawa na życie, na pewno przetrwają wiele! Nie tak łatwo się w końcu ożenić z taką, co góry lubi – jak to powiedział Lutek 😉

Przedostatni odcinek GSB to Caryńska, a ostatnia przystań to Ustrzyki Górne – jutro w końcu nieco lżej na plecach i ostatnie 23km. Poza The Brothers Pub w Poznaniu mogę strzelić w ciemno tylko jedno miejsce, gdzie Paweł Aldaron Czekalski będzie na głośnikach częściej – oczywiście Kremenaros. Dziś jakby zaciął się na płycie poniższy kawałek:

/Gdy wieczorem

(…)

Lubię uśmiechy ludzi na szlaku mimo tłumów
Kocham widzieć ten ich zachwyt, gdy im zniknie miejski tumult
Raz totalnie zachwyceni, stoją jakby oniemieli
Innym razem niby idą, a jakby z klatek wylecieli

A to wszystko mnie tu trzyma, chociaż niby tu nic ni ma…

Lubię, gdy wieczorem kolory się zmieniają
Kocham przekazywać dalej flow co inni mi go dają
Wydarzenia migotają, zmienia się faktura, walor
Rzeczy ważne pozostają, gdy doznania przemijają

Ci, co świata ten nieogar w większym stopniu ogarniają
Niechaj będą dla mnie bazą, drogą, księgą, strzałką, flagą
Tutaj w lesie wszystko ma to, za czym tęskni człowiek stale
Chcę rozpłynąć się w naturze, bardziej, mocniej, więcej, dalej/

I tak będzie pewnie ze mną jutro dreptał 🙂

banner