Dzień 15: Chyrowa – Rymanów-Zdrój

Wczorajsze śniadanie w wydaniu p. Ludmiły to absolutne podium całej wyprawy. Każdy kto się skusił i nie wyszedł przed 7mą, dostał dwukrotny przydział tego, co normalnie traktuje się w schroniskach za posiłek o tej porze dnia. Trzymać kciuki, by z nowym właścicielem odpowiedzialność za kuchnię się nie zmieniła, bo – poza pierogami ruskimi zajadanymi jak nigdzie – muszę jeszcze wskoczyć na zupkę i ciacho, których poprzednicy brali na dokładkę 🙂 W męskim gronie żartowaliśmy, że z taką kobietą w domu to 120% energii na dzień z czerwonym szlakiem, szybko przełożyłoby się na 120kg wagi, pani więc Chyrowej nie skradniemy :p Na fotce jeszcze jedno miłe wspomnienie śniadania ze Schronisko Cyrla – słynna kiełbasa po łabowsku… Musicie wyobrazić sobie bogactwo na stole tym razem, bo aparatu nie miałem 🙂
Sił w 15. dzień wędrowania starczyło na Kamienną Górę, pustelnię św. Jana z Dukli (na szlaku zwiedzić można rekonstrukcję chaty zakonnika) i wreszcie na Cergową (niby 716m n.p.m. ale w kość dała!) Było również żmudne maszerowanie asfaltem pod Lubatową i tak aż do Iwonicz-Zdrój. Człowiek maszeruje lasami, znajdzie się w wielkim mieście, no i… się zgubi 😉 Z powrotem na szlak naprowadza mnie mieszkanka (goście miasteczek zdrojowych na wszelkie pytania, gdzie i do której można zjeść, coś kupić itp. odpowiadają w guście: panie, ja nie wiem, ja tu dopiero parę dni jestem, spaceruję tylko i wdycham jod). Starsza pani na myśl o Bieszczadach wspomina Rawki sprzed 30 lat… Wigoru jednak nie traci, bo z kijkami żwawo maszeruje – wiele by dała, by móc tak jak i ja gdzieś wyżej, dalej… tylko do pary by mi kogoś poleciła 😉 Zatrzymałbym się w jej agroturystyce, gdyby nie to, że następnego dnia nie podołałbym tak długiemu odcinkowi… Idę do Rymanowa-Zdroju. I tak będzie z 40km do Komańczy (nie wiem ile to “w całuskach” – przyznać trzeba, sympatyczna jednostka miary), w drogę więc!